Kategorie
duchowość psychologia

Nie jestem głupia!

– Zastanawiam się – zaczął niewinnie Babadżi – czym się zajmowałaś po tym, jak zwolniono cię z pracy w wydawnictwie za to, że przyćmiłaś swoich przełożonych.

Poczułam nagłe ukłucie wstydu. Wiedziałam, że nie mam się czym chwalić i niespecjalnie miałam ochotę opowiadać mu swoją historię. Bardzo chciałam uniknąć kolejnych pytań, które prześwietliłyby moją duszę, toteż odrzekłam z nonszalancją:

– Ach, pracowałam w hospicjum jako edukator społeczny.

– Hospicjum? Nigdy o czymś takim nie słyszałem.

– Hospicjum to miejsce zapewniające opiekę osobom umierającym – odpowiedziałam, wciąż zgrywając luzaka. Chciałam dać mu jak najmniej informacji, które mogłyby pobudzić jego ciekawość i natchnąć go do dalszych dociekań. Niestety, moje wysiłki nie przynosiły pożądanych rezultatów. 

–  A co robiłaś jako edukator społeczny? – Nie dawał za wygraną. Zdążyłam się już zapoznać z jego nieugiętym stylem drążenia tematu, który komuś innemu mógłby skojarzyć się z przesłuchaniem.

– Edukator społeczny to osoba, która edukuje lekarzy, pielęgniarki oraz pacjentów hospicjum w temacie śmierci i umierania – odpowiedziałam rzeczowo i dorzuciłam udawany uśmiech. Miałam nadzieję, że Babadżi odpuści i zmieni temat. Czy domyślał się, że coś jest na rzeczy? A może dobrze mi szło ukrywanie historii, którą nie chciałam się z nim dzielić?

–  Lubiłaś tę pracę? – Mój mistrz nie ustępował. 

– Tak, bardzo! – odrzekłam z przekonaniem.Próbowałam utrzymać fasadę.

– Więc dlaczego stamtąd odeszłaś? – zapytał, trafiając w sedno. Nie byłam pewna, czy zrobił to z pełną świadomością, czy nie, ale jego pytanie, niczym strzała, ugodziło w moje serce. Poczułam jak się ono skurczyło i zatłukło w piersi ze zdenerwowania, gdy tymczasem moje wnętrzności zaczęły zachowywać się tak, jak podczas szalonej jazdy rollercoasterem. Już wiedziałam, że Babadżi po raz kolejny umiejętnie podważa wieczko mojej osobistej puszki Pandory.

– Zostałam zwolniona przez szefową – wyjawiłam niechętnie.

– Co?! Znowu?! Po raz kolejny straciłaś pracę? Co takiego stało się tym razem? – pytał z szerokim uśmiechem na twarzy.

Nie mogłam pojąć, co go tak rozbawiło. Mnie z całą pewnością nie było do śmiechu. Zaczęłam jednak pokornie wyjaśniać sytuację:

– No cóż, tym razem moja przełożona była jednocześnie moją bliską koleżanką. Nie chodziło więc o przyćmiewanie mojego mistrza, tak jak w poprzedniej pracy. W tym przypadku ja i moja szefowa Lori zaczynałyśmy na tym samym stanowisku. Byłyśmy dobrymi koleżankami, przyjaźniłyśmy się także prywatnie. Po jakimś czasie Lori dostała awans i została moją szefową.

– Jaka była przyczyna twojego zwolnienia? Co ci wtedy powiedziała Lori? – dopytywał Babadżi.

Bardzo się wstydziłam powiedzieć mu prawdę, ale wiedziałam, że jest już za późno, aby się wycofać. Zresztą nie miałabym dokąd uciekać. Przezwyciężyłam swoją niechęć i wyjaśniłam:

– Powiedziała mi, że zwalnia mnie, ponieważ niewystarczająco przykładam się do pracy.

– Naprawdę?! – wykrzyknął Babadżi ze śmiechem. – Przecież jesteś jedną z najbardziej pracowitych osób jakie znam. Trudno mi uwierzyć, że się obijałaś – dodał.

Doszłam do wniosku, że powiedziałam mu już tyle, że równie dobrze mogę wyjawić wszystko.

– Prawdę mówiąc, Babadżi, moja koleżanka-szefowa miała rację. Nie wysilałam się zbytnio na moim stanowisku. Robiłam tylko niezbędne minimum – wyznałam, czując się jak oszust pozbawiony kręgosłupa moralnego.

– Dlaczego tak było? – chciał wiedzieć Babadżi.

– Dlatego że byłam jednocześnie w trakcie dziennych studiów magisterskich z psychologii. Tak naprawdę nie miałam czasu, żeby studiować i pracować na pełen etat. Robiłam więc w pracy bardzo niewiele, żeby nadążać z materiałem na uczelni – wyjaśniłam niechętnie.

– Czy twoja koleżanka-szefowa o tym wiedziała? Nie była chyba aż tak bezlitosna, żeby zwolnić cię, jeśli znała twoją trudną sytuację? – zastanawiał się Babadżi

– No cóż, o wszystkim doskonale wiedziała. Co więcej, gdyby nie ja, nigdy nie zostałaby moją przełożoną. Kiedy ją poznałam, żaliła się, że od lat tkwi na swoim stanowisku edukatora bez możliwości awansu. Była tym bardzo sfrustrowana, a mi było jej żal, więc postanowiłam jej pomóc. Zachęcałam ją, żeby dostrzegła i rozwinęła swoje zdolności jako manager. Uświadomiłam jej, że jest w stanie przekonać naszego szefa, żeby utworzył specjalnie dla niej nowe stanowisko kierownicze. Pomogłam jej przygotować jego opis, który zawierał także propozycję dużej podwyżki. Ćwiczyłam z nią rozmowę z szefem, w której miała przedłożyć mu wszystkie plusy jej awansu. Dodawałam jej otuchy i motywowałam ją do działania na każdym kroku. I udało się! . Ale już w pierwszych dniach w nowej roli zwróciła się przeciwko mnie. Zadręczała mnie powtarzaniem, że nie pracuję jak należy Pisała do mnie maile z kopią do prezesa, w których bardzo zimno upominała mnie, że powinnam w końcu wziąć się w garść. 

– Wow, nie wygląda mi ona na dobrą koleżankę – odpowiedział mój guru. – Ale skąd wiedziała, że nie wykonujesz swojej pracy? Miała na to jakieś dowody? To, że opowiedziałaś jej o tym, jak bardzo jesteś zajęta nauką, nie dało jej przecież podstaw do oskarżenia cię, że nie wywiązujesz się ze swoich zadań. Czy mogła to jakoś udowodnić?

– Nie, nie mogła tego w żaden sposób zrobić, zwłaszcza że wykonywałam wszystkie swoje obowiązki, a nasi klienci bardzo mnie lubili. Opowiadałam jej o różnych kreatywnych sposobach pracy z nimi i imponowało jej to. Moi klienci uwielbiali mnie za to, że jestem taka pomysłowa i że tak wesoło spędzamy wspólnie czas.

– Ta twoja koleżanka-szefowa to bardzo sprytna kobieta – skomentował Babadżi.

„Coś takiego!” – pomyślałam sobie. „Ta moja tak zwana przyjaciółka Lori zrobiła mnie w bambuko! Ale przecież nie byłam głupia! To nie ja zawiniłam! Byłam niewinną ofiarą!”. 

Tymczasem Babadżi dopiero się rozkręcał. Nie minęła nawet chwila, a już wytoczył ciężką artylerię i wycelował działa prosto w moje ego.

– Nie mogę uwierzyć, że byłaś taka durna i pozwoliłaś się w ten sposób wyrolować. Nie rozumiesz, że ona od początku była jak tygrys chcący rzucić ci się do gardła przy pierwszej możliwej okazji? Ani przez chwilę nie była twoją przyjaciółką. Absolutnie nie – powiedział. 

Jego słowa mnie zabolały, ale jakoś się otrząsnęłam i nadal próbowałam się bronić. 

– Już taka jestem, że chcę pomagać ludziom. Moja przyjaciółka potrzebowała wsparcia i było mi jej szkoda. Tkwiła w pracy bez perspektyw. Była kobietą po pięćdziesiątce, samotną i w depresji. Oczywiście, że chciałam zrobić co w mojej mocy, żeby jej pomóc – odrzekłam.

Babadżi jednak nie przyjął mojego wyjaśnienia.

– Czy wiesz, dlaczego tak naprawdę jej pomagałaś? – pytał dalej.

– Tak! To dlatego, że jestem empatką! – odpowiedziałam podniesionym głosem. Bardzo mnie frustrowało, że Babadżi nie może zrozumieć, o co mi chodzi, i że muszę mu wszystko tłumaczyć. 

Ale on roześmiał się i powiedział:

– Tak, oczywiście wiem, że jesteś empatką i dostrzegam twoje pragnienie pomagania ludziom. To są bardzo dobre cechy. Ale to nie one sprawiły, że pomagałaś Lori. Zastanów się jeszcze raz, ale tym razem spróbuj głębiej nad tym pomyśleć.

– Chcesz powiedzieć, że nie myślę wystarczająco głęboko?! – odwarknęłam, wkurzona jego rechotem.

– Ależ oczywiście, że myślisz – odrzekł ze spokojem Babadżi, czym ostudził moje nerwy.

– W takim razie nie wiem, o co ci chodzi. Nie widzę, żeby cokolwiek było nie w porządku w tym, jak postąpiłam. Moja przyjaciółka była w potrzebie, więc pomogłam jej z powodu mojej empatii i współczucia, które dla niej miałam – odrzekłam rozżalona. – Jeśli to oznacza, że jestem złą osobą, to trudno –niech tak będzie! – dodałam z dumą.

– Najwyższy czas, żebyś wreszcie przyswoiła lekcję o naturze człowieka. Dzięki temu nie będziesz ciągle zwalniana z pracy – odpowiedział łagodnie Babadżi.

– OK, Babadżi, co to za lekcja? – odrzekłam. Byłam poirytowana, być może dlatego, że w głębi ducha wiedziałam, że ma rację.

– Tak naprawdę pomogłaś swojej koleżance z czysto egoistycznych pobudek – odpowiedział guru.

– O Boże! A więc jestem nie tylko głupia, lecz także samolubna? Serio?

– Tak.

– Świetnie, dzięki Babadżi. Bardzo mi miło – odparłam sarkastycznie.

– Cała przyjemność po mojej stronie – odrzekł, a potem zanurzył się w ciszy i czekał, aż jego słowa przebiją się do mojej zakutej głowy. Kiedy tak trwał w przepełnionej spokojem medytacji, mój wewnętrzny krytyk pastwił się nade mną:

„Jestem taka głupia. Jestem egoistką. Oczywiście, że nie jestem warta niczyjej miłości. Babadżi doskonale wie, jaką jestem idiotką, i Lori też to wiedziała. Jestem do niczego. Powinnam stąd odejść i wracać do Ameryki. Po co właściwie miałabym dłużej tu być?”.

Jakimś cudem, w ułamku sekundy, zerknęłam na mojego mistrza. Doprawdy nie wiem, co sprawiło, że oderwałam się od moich nienawistnych myśli, ale ta chwila wystarczyła, żebym go naprawdę dostrzegła. Siedział przede mną ze skrzyżowanymi nogami i zamkniętymi oczyma, spokojny i szczęśliwy z samym sobą. Nie spieszyło mu się wcale, aby do mnie mówić. Jestem pewna, że nie poczułby się źle, gdybym wtedy odeszła. Zrozumiałam, że gdybym to zrobiła, skrzywdziłabym tylko samą siebie i że jeśli nie wezmę się w garść i nie spróbuję przyswoić tej lekcji, której tak cierpliwie próbuje mnie nauczyć, to poniosę ogromną stratę. W końcu odpuściłam i przerwałam ciszę:

– Och, Babadżi. Pragnę się nauczyć. Proszę, powiedz mi, co zrobiłam źle.

– Dobrze. Cieszy mnie, że jesteś gotowa to usłyszeć. Ta lekcja pomoże ci budować zdrowsze relacje ze wszystkimi ludźmi – wyjaśnił spokojnie.

– OK, co to takiego? – Teraz już bardzo chciałam się tego dowiedzieć.

– Tak naprawdę pomogłaś koleżance, ponieważ chciałaś, żeby cię lubiła. Pragnęłaś usłyszeć od niej, jak bardzo cię ceni, jaka jesteś dobra, miła, życzliwa, pomocna i niezastąpiona. Zgadza się? Pomyśl, czy nie tego właśnie oczekiwałaś? Mogłaś nie zdawać sobie z tego sprawy, ale to właśnie to pragnienie sprawiło, że jej pomagałaś. Nic innego. To właśnie z tego powodu czułaś się tak bardzo zraniona, kiedy cię zwolniła. Pewnie myślałaś sobie: „Ojej, jak ona mogła mnie wyrzucić po tym wszystkim co dla niej zrobiłam”. Prawda? Oznacza to, że wcale nie pomagałaś jej z czystej dobroci serca. Robiłaś to z samolubnych powodów, a w tej konkretnej sytuacji dostało ci się za to po głowie.

– Wow, Babadżi. Nigdy w ten sposób o tym nie myślałam. Ale to prawda – zgodziłam się.

– A jak ci się wydaje, dlaczego nie widziałaś, co kombinuje twoja koleżanka? Było tak jak wcześniej mówiłem –Lori od początku była przecherą. Tygrys nigdy nie zmienia swych pręg. Ale ty tego nie dostrzegłaś. Zorientowałaś się, kiedy było już za późno, a ona połknęła cię jednym kłapnięciem. Dlaczego byłaś ślepa na jej prawdziwą naturę i intencje? 

– Nie wiem – odrzekłam. Nie przychodziła mi do głowy żadna sensowna odpowiedź.

– Zaślepiły cię twoje własne uczucia. Twoja samotność, twoje niskie poczucie własnej wartości i desperackie pragnienie aprobaty i miłości. To dlatego nie zauważyłaś, że Lori manipulowała tobą od samego początku – wyjaśnił Babadżi.

– Ale co właściwie zyskała na tym, że stałam się jej przyjaciółką, którą potem wykorzystała, a następnie wyrzuciła z pracy i ze swojego życia? Nawet jeśli pomogłam jej z samolubnych pobudek, to wciąż była to ogromna pomoc. Nie wiedziała przecież, że zrobiłam to, żeby coś zyskać. Nawet ja tego nie wiedziałam. Dlaczego zatem mnie zwolniła? Powinna być mi wdzięczna – zastanawiałam się na głos.

– No właśnie – odrzekł Babadżi. – Była ci wdzięczna i dlatego wyrzuciła cię z pracy. Zwolnienie cię było formą wyrażenia tego uczucia.

– Co takiego? – zdziwiłam się. – Nie rozumiem. To bardzo dziwne. Nie tak postępują ludzie, kiedy są wdzięczni. Co masz dokładnie na myśli? 

– No cóż, powinnaś wiedzieć, że kiedy ktoś jest wdzięczny, pojawia się w nim inna odsłona tego uczucia. Zazwyczaj nie dostrzegamy jego drugiej, ciemnej strony. Jest nią nasze pokiereszowane ego. Kiedy coś komuś zawdzięczamy, często czujemy się mało ważni. Lori prawdopodobnie myślała sobie mniej więcej tak: „Oto ja, kobieta po pięćdziesiątce, a ta dziewczyna – młodsza ode mnie o piętnaście lat – udziela mi rad. Ona jest mądra, a ja głupia”.

Rozumiesz więc, że jej duma mocno ucierpiała na skutek twojej pomocy, mimo że dzięki niej otrzymała awans. Co więcej –pojęła, że skoro jesteś od niej sprytniejsza, to kiedy zostanie twoją szefową, ty wciąż będziesz górować nad nią intelektem i przyćmisz jej autorytet. Żaden przełożony tego nie lubi. Generalna zasada jest taka, że kiedy podwładny przyćmiewa blask przełożonego, to ten usuwa go z pracy. Lori zrobiła to z wyprzedzeniem, bo od razu wiedziała, że tak będzie. Doszła do wniosku, że lepiej zdusić problem w zarodku. Kolejna kwestia to zazdrość. Uczyłem cię już o tym. Lori była o ciebie bardzo zazdrosna. Byłaś od niej o piętnaście lat młodsza, bystrzejsza, miałaś wielkie plany na życie. Nie była w stanie tego znieść, więc uknuła intrygę, aby się ciebie pozbyć i nie musieć mierzyć się z kimś, kto jest od niej lepszy. Co więcej, nigdy nie czułaby się komfortowo w twojej obecności, ponieważ byłyście przyjaciółkami, a teraz ona została twoją szefową. Widzisz więc, jak wiele miała powodów, żeby cię zwolnić, a tobie ani jeden z nich nie przyszedł do głowy – wyjaśnił Babadżi.

– O mój Boże! Niewiarygodne! To znaczy, że ona nigdy nawet nie myślała o mnie jak o przyjaciółce? Nic dla niej nie znaczyło to wszystko, co dla niej zrobiłam? – wykrzyknęłam. Trudno mi było uwierzyć, że zazdrość może sięgać aż tak głęboko.

– Tak, to prawda. Zazdrość jest bardzo krzywdząca. Przez nią ludzie sabotują, obgadują, krytykują, porównują, rywalizują, wykluczają, zwalniają z pracy. Posuwają się nawet do zabójstwa. Opowiem ci teraz historię, którą poznałem w dzieciństwie, żeby jeszcze lepiej zilustrować to zagadnienie. Jak pewnie wiesz, koty domowe, tygrysy, lwy i gepardy należą do rodziny kotów. W indyjskich wioskach kot jest nazywany siostrą matki lwa. Pewnego razu lew podszedł do kotki i powiedział: „Och, ciociu, tak świetnie radzisz sobie w łapaniu zdobyczy, gdy ja w kwestii polowania jestem zwykłym żółtodziobem. Całymi godzinami biegam za sarnami, pracuję bardzo ciężko i wciąż nie mogę żadnej złapać. A przecież sarny, w odróżnieniu od myszy, nie chowają się do norek, powinny być znacznie łatwiejsze do schwytania. Czy mogłabyś nauczyć mnie swoich sztuczek?”. Kotka odrzekła, że z przyjemnością pomoże swemu siostrzeńcowi lwu. Nauczyła go, jak ma się ukrywać i czekać na swoją zdobycz, uważnie obserwując każdy jej ruch, i w jaki sposób błyskawicznie dopaść ofiarę, gdy nastanie odpowiednia chwila. Nauczyła go także jak łapać, z której strony zaatakować i wielu różnych strategii łowieckich. Lew był bardzo wdzięczny, bo teraz z łatwością przychodziło mu zdobywanie pożywienia. Podziękował kotce z radością, ale kiedy odchodził, pomyślał sobie: „Chwileczkę! Jestem przecież królem zwierząt. Każdy powinien szanować moją władzę. Dlaczego miałbym pokornie skłaniać się przed kotką, tylko dlatego że jest moją nauczycielką? O nie, nie będę grał drugich skrzypiec! Zaraz z nią po prostu skończę!”.

Lew zawrócił i rzucił się do ataku. Kotka była jednak sprytniejsza. Pobiegła i wspięła się na pobliskie drzewo. Lew nie mógł jej schwytać. Bezradny i sfrustrowany, zapytał: „Droga ciociu, nie nauczyłaś mnie jeszcze jak wspiąć się na drzewo”. „Nie jestem głupia, siostrzeńcu” – odrzekła kotka. – „Od początku wiedziałam, że udzielając ci lekcji, urażę twoją dumę, a ty – wielki król zwierząt – poczujesz się upokorzony przede mną, małą kotką. Zatrzymałam zatem kilka sztuczek dla siebie, dla własnego bezpieczeństwa. A teraz odejdź. Masz moje błogosławieństwo, ale już nigdy więcej nie próbuj mnie atakować”.

Babadżi dodał:

– Morał tej historii jest taki: nie powinno się przekazywać cennej wiedzy komuś, kto później może ją wykorzystać przeciwko nam. Pomogłaś przyjaciółce uzyskać awans inie wzięłaśpod uwagę, że jej ego będzie zranione oraz że będzie się czuła zazdrosna i nieważna w twojej obecności. To że cię zwolniła było naturalną koleją rzeczy.

– Co zatem należy robić, aby uchronić się w przyszłości od tego typu „przyjaciół”? – spytałam.

– Nie ma sensu zajmować się nadmiernym analizowaniem innych ludzi. Śmiało możesz założyć, że będą ci oni zazdrościć z wielu różnych powodów. Najlepsze,co możesz zrobić, to obserwować siebie. Zwracaj uwagę na swoje pragnienie aprobaty, miłości, bliskości, na chęć bycia docenianą i utwierdzaną w swoich przekonaniach. To właśnie te pragnienia wytrącają cię z równowagi i sprawiają, że stajesz się chwiejna. Nie pozwalają ci też wyraźnie widzieć drugiej osoby i jej intencji takimi, jakie są naprawdę. Pamiętaj także, że zazdrość jest niezwykle powszechną dolegliwością ludzkiego umysłu. Oczekuj, że będzie się pojawiać, i zważaj na swoje czyny i zachowania, które mogą ją wywołać w innych. Bądź na to przygotowana.

– W porządku, ale czy to znaczy, że gdybym tak desperacko nie pragnęła miłości i uwagi mojej koleżanki-szefowej, to umiałabym dostrzec jej zazdrość w porę i w rezultacie nie zostałabym zwolniona z pracy?

– Tak. Jeżeli jesteś w sobie mocno osadzona i pewna siebie, to nikt nie jest w stanie cię oszukać. Jest tak, ponieważ niczego od nikogo nie potrzebujesz. Bądź zatem mądra i nie pozwalaj nikomu manipulować twoimi uczuciami.

– Rozumiem teraz swoją głupotę w historii z Lori. Ale ty swoją łaskawością przeszyłeś moje serce niczym strzałą Kupidyna. Widzę wyraźnie, że dobrze mi życzysz, a twoja dobroć jest bezdyskusyjna. Dziękuję ci. Zasługujesz na pokłon za to, że ze mną wytrzymujesz.

– Twój umysł był zanieczyszczony, ale jeżeli nadal będziesz pokornie słuchać moich lekcji, to usuniemy twoją głupotę z korzeniami – podsumował mój mistrz.

Źródło: https://www.jessicarichmondtherapist.com/post/no-babaji-i-m-not-stupid-i-disputed
Przekład: Anna Zawadzka
Korekta: Marta Mandżak-Matusek
Zdjęcie autorstwa Andrea Piacquadio z Pexels

Dodaj komentarz