Kategorie
duchowość partnerstwo psychologia

Duchowość i BDSM, co je łączy?

Temat seksu i duchowości zawsze jest gorący. To jak placki babci i piersi kochanki, coś co dawałoby do myślenia gdyby nie fakt, że ciężko się przed nimi opanować i zaobserwować jakąś ciekawszą myśl. To z perspektywy faceta.

Ostatnio moja koleżanka mówiła mi o tym, jak bardzo tęskni za swoim byłym, który był ponoć niezły w tzw. BDSM czyli “bondage, domination, sado-maso”. Jednym hiszpańskim słowem, atame!, a po polsku… weź mnie wychłostaj!

Zaczęło się od tego, że sam niedawno rozstałem się z dziewczyną. Siedziałem w pracy i jakoś nachodziły mnie myśli, że z kimś bym pogadał o uczuciach, a nie bardzo chciałem zaczynać temat wśród inżynierów i to jeszcze w nowej firmie.

– Wczoraj się wyprowadziłem – napisałem. – Było grubo. Brzuch mi jęczał, ale przeżyłem.
– A ona była? – spytała koleżanka.
– Nie. Spakowałem się z kumplem, potem mój brat jeszcze pomógł mi przewieźć rzeczy.
– To dobrze. A teraz co, ulga?
– Rano spokój, ale w robocie jakiś trochę rozbity jestem. Właśnie sobie zaparzyłem podwójną melisę i postanowiłem popisać z kimś doświadczonym.

Trochę kontekstu. Koleżanka też niedawno się rozstała więc sobie czasem dodajemy otuchy.

– Trudne są takie rozstania – napisała. – Ale wierzę, że jak raz przejdę uczciwie wszystkie etapy bólu po stracie to już będzie łatwiej.
– No, ma to sens. Dla mnie najgorsze byłoby rozstanie połowiczne.
– Tak, bo się czeka i żyje nadzieją.
– Co za rozmowy, jak Anonimowy Rozstańcy.
– Anoniomowi Depresanci też są.
– A Anonimowi Desperaci?
– Są. Ale ciężko utrzymać taką wspólnotę, bo to wymaga zaangażowania członków. A ludzie którym jest lepiej i wyleczą się z rozstania lub depresji nie wrócą. Brak takich, co dzieli się wieloletnim doświadczeniem. Dlatego uzależnienia się sprawdzają.
– Czemu?
– Bo uzależniasz się od wspólnoty, hehe.

Jak widzicie, koleżanka chodzi na meetingi. Ja jeszcze w życiu nie byłem, ale byłem na terapii i o meetingach słyszałem. Czytałem też książkę o DDA (dorosłe dzieci alkoholików) i dwunastu krokach, ciekawy temat.

– A tobie jak dzisiaj? – spytałem. – Brzuch, trzęsienie dupy, sentymenty?
– Zmęczona zlotem (meeting). Mega emocje i dużo łez. Ale nie, nic z tych rzeczy o które pytasz. Chciałabym już móc uprawiać seks po prostu bez moralniaka.
– To zaproszenie czy dopiero flirt?
– Z tobą już to robiłam więc bym zapytała wprost. Na razie nie umiem, mam blokadę.

Aha, kontekst. No więc poznaliśmy się jakieś siedem osiem lat temu. Zaszaleli raz i tyle. A że jakoś fajnie nam się gadało to jakoś po latach niedawno znowu się zgadaliśmy na fejsbuku i zaczęliśmy rozmawiać.

– Ja na przykład rozumiem taką blokadę – powiedziałem. – Nie chce mi się bez miłości seksić. Nawet nie chodzi o moralność tylko emocjonalnie po takiej zabawie się czuję jakiś pusty. A to co innego.
– No, rozumiem cię. Ja bym się popłakała pewnie i miała wyrzuty sumienia. Zmieniło mi się mega w tej sferze. Teraz potrzebuję bliskości i czułości i mam awersję do całego klimatu BDSM.

Ano, kontekst. No więc te siedem osiem lat temu to jakoś też odkrywałem co ten skrót oznacza, a jak wiadomo, najlepiej uczyć się na praktycznych przykładach. Także ona pamiętała mnie jeszcze jako takiego… kierownika produkcji.

– Pomiziać się, przytulić, film obejrzeć – napisałem. – Takie coś jest fajne.
– To to już w ogóle bym ryczała.
– Nie no, BDSM to agresja w oprawce, obsesja zamiast kontaktu.
– Jak jest miłość, to nie. To piękny akt oddania. Tylko że zanim to zrozumiałam to zanurzyłam się w gównie po pachy.
– Hehe.
– Chyba jak się poznaliśmy to byłam mega zafascynowana albo zaczynałam.

No właśnie. Także wspólne fascynacje, najlepiej jeszcze przy oparach lufek i flakoników.

– BDSM fujka – powiedziałem.
– Mega sobie krzywdę zrobiłam tym.
– Lekkie zabawy dominacji w łóżku, wiadomo, spontan. Ale jak już się planuje jakieś zabawki, sznury i pozycje, teksty, yyy… Dobry role-play wychodzi naturalnie, wyobraźnia w słowie przy czułym zbliżeniu. Dobry humor, ekscytacja z inteligencji, tworzenia światów w trakcie.
– Słuchaj. Jeśli tak masz, to jesteś w mniejszości. Faceci nie umieją się bawić w wyobraźnię i spontaniczność w seksie.
– Umieją, umieją, tylko trzeba ich cierpliwie łowić. Ale pewnie racja, że mniejszość.
– Umieją tylko w to, co sami chcą, czyli monolog seksualny i rzadko umieją czytać z ciała i płynąc z tym.
– Bo ogólnie mało czytają – dodałem.
– Namiętność jest zaprzeczeniem mężczyzny – wysnuła. – Bo ego im nie pozwala przyznać się, że nie wiedzą i że bazują na pornusach.
– To się nie spotykaj z takimi. Są inni. Nie mów tak o facetach.
– Dzięki za przypomnienie.

No i teraz po tym radosnym wstępie, przeszliśmy do tematów subtelniejszych. Zaczęliśmy rozmawiać o duchowości i jakoś temat BDSM trochę się przewijał. Pamiętam jeszcze dobre kilka lat temu, jak jechałem pociągiem przez pola i łąki i dopiero zaczynałem się fascynować (znowu fascynacja) filozofią bhakti-jogi, to przyszło mi do głowy porównanie z BSDM. Zawsze mówiłem sobie, “o, kiedyś o tym napiszę”, ale jakoś nie było okazji. Nadarzyła się dopiero teraz, albo lepiej, dopiero teraz zorganizowałem czas, aby opisać ten fenomen analogii z obszarów, które pozornie nie mają ze sobą wiele wspólnego.

– Ostatnio byłem w Indiach – powiedziałem. – No i fajne rzeczy mi wyszły na medytacjach.
– Co na przykład?
– No więc przez pierwsze kilka dni medytacji miałem dużo obrazów BDSM właśnie. W umyśle z moją ex. Ciężko mi się było skupić, a któregoś dnia się zorientowałem, że to jestem ja.
– W jakim sensie?
– Że jestem niewolnikiem zmysłów. Że chłostam siebie dla pseudo przyjemności, która koniec końców tylko mnie męczy, otumania i nie rozwija. Że robię to swojej duszy, a oprawcą jest nienasycony umysł. No i wtedy zrobiłem w głowie krok wstecz, żeby się temu przyjrzeć i przestało mnie to kontrolować.
– Ook…
– A cała ta zabawa nagle zaczęła wyglądać śmiesznie i przestała na mnie działać.
– Ooo… Nie spotykam się z nikim teraz, ale biorę to jako dobrą radę.

To było jakieś dwa miesiące temu. Bardzo ciekawe doświadczenie. Jest taka popularna mantra, która mówi “ty jesteś tym” i ma mnóstwo znaczeń. Jednym z nich jest dla mnie to, że jesteś tym, co właśnie obserwujesz w swoim umyśle. Oczywiście nie jest to wniosek końcowy, bo nie jesteśmy swoim umysłem, ani ciałem. Ale w momencie gdy jesteśmy przywiązani do obrazów, słów i odczuć umysłu, to nasza tożsamość jest z nimi również powiązana. W przypadku wyobrażeń BDSM, które sprawiają przyjemność, taką tożsamością jest “ten, który czerpie przyjemność”, z angielskiego “enjoyer”. Tylko wtedy takie obrazy czy sama czynność mogą sprawiać przyjemność, kiedy wierzymy, że to my jesteśmy jej beneficjentem, a seks czy BDSM jest procesem do uzyskania tej przyjemności.

– Człowiek się potrzebuje oddać duchowi – napisałem – a nie komuś innemu, żeby ten podsycał jego podniecenie. Bo to jest wynik dążenia do ekstazy i intymnego kontaktu, ale w BDSM to iluzja.
– To, że szkoda na to energii. Ale żeby zrozumieć o czym piszesz, to chyba bym musiała mieć dłuższy wykład.
– Wykład w skrócie jest taki, że naszą naturalną skłonnością jest służenie, bo ono daje nam spełnienie.
– Polubiłbyś nas w AA i NA (Anonimowi alkoholicy i narkomani). To jedna z podstaw naszego zdrowienia, ale mów dalej.
– Pewnie, że bym was polubił. No więc BDSM na tym bazuje, ale zamiast spełnienia jest podnieta i orgazm, a potem nieuchronna separacja i koniec spełnienia. Bo człowiek pragnie relacji ciągłej, a tę może mieć tylko w połączeniu duchowym.
– Pisz pisz.
– Także sługa ducha, który nie wie o duchu, będzie służył zmysłom i tym, którzy je dotkną. Wtedy czuje, że żyje, że jest potrzebny. To taka odwrotność palca Bożego. Krzywe zwierciadło, w którym uwielbiamy się oglądać, choć nie widzimy w nim prawdy.

I tutaj koleżanka zadała fajne, proste pytanie.
– Co to znaczy służyć duchowi? Chodzi o bezinteresowność, o intencje? O jakieś ogólne wyższe dobro?
– Nie. Chodzi o osobistą relację z Bogiem. Tak jak w BDSM masz osobistą relację ze swoim panem.
– Mhm…
– Jak już się w takiej relacji jest, to efektem ubocznym jest wyższe dobro i bezinteresowność, bo działasz wtedy z ekstazy, której nikt ci nie odbierze. Nie ma zazdrości jak w przypadku mistrza z BDSM, nie ma niepokoju, że odejdzie albo mu się znudzisz czy przestanie cię kręcić.
– A jak pracować nad osobistą relację z Bogiem?
Tu wysłałem jej link do swojej podstrony o podejściu duchowym.
– Przede wszystkim robić rzeczy dla niego. Oddawać mu swoje emocje. Także jak robisz sobie wodę do picia czy posiłki, to w myślach podarować to najpierw jemu, a potem przyjąć posiłek samemu. I tak ze wszystkim. Każdy z nas ma jakieś naturalne odczucie tego czym jest Bóg jako coś pozytywnego. I od tego można zacząć jego odkrywanie.
– Ciekawe.
– Żeby to szło z emocji.
– Tak, tak. To krok drugi na meetingu. Uwierzyliśmy, że siła większa od nas samych może przywrócić nam zdrowie psychiczne.
– No i super. Warto też się inspirować wiedzą, której celem nie jest nawracanie tylko zwiększenie świadomości.
– O, to to!
– Jak pójdziesz w tę stronę to znajdziesz faceta z wyobraźnią. Bóg ma największą, więc facet w nim też daje radę.
– Olać mężczyzn. Ja tu siebie chcę odnaleźć całą. Chyba potrzeba mi kontaktów z ludźmi, którzy poszli w tę stronę.
– No to najlepsza opcja. Nie skupiać się na facecie czy lasce tylko na łasce.
– Hehe, dobre. Dziękuję!
– Ostatnio przyjaciel mi podpowiedział: “W sztuce Aikido rzecz polega na tym, że energia atakującego trafia do niej/niego z powrotem”. Tak samo tutaj. Namiętność, którą obudziło w tobie BDSM podaruj Bogu. On jest mistrzem Aikido, a ta namiętność to jest po prostu energia, bez wstydu i poczucia winy. On to przyjmie, uwielbia emocje i oddanie, będzie twoim najlepszym mistrzem. Będzie cię wprowadzał w sytuacje życiowe lepsze niż mistrz z piwnicy. A posmak i spokój będą dawać spełnienie.
– Nie umiem zobaczyć tego. Poczuć. Jak przebić to w relację z Nim. Ale pewnie wymaga to czasu i pracy.

Jak ja lubię, gdy ktoś tak mówi. Nie odrzuca pomysłu relacji z Bogiem, tylko przyznaje się do tego, że tego po prostu nie czuje i jeszcze myśli o tym, że wymaga to pracy – jak w każdej relacji.

– Właśnie dlatego fajnie zacząć od podarowania mu jedzenia. Bo to będzie wpływać na myśli powoli. Bez pośpiechu.
– I to już brzmi przystępniej.
– Ty już jesteś OK dla Boga, pamiętaj.
– I się poryczałam.

No i fajnie. Zawsze chciałem napisać o tej relacji bhakti-jogi z BDSM. Bo ja uważam, że wszystko można widzieć przez pryzmat duchowości, każde ludzie zachowanie, perwersję czy zboczenie. Nie po to, żeby je usprawiedliwiać czy pochwalać albo budować sobie podłoże do pobłażania, ale ku zrozumieniu. Świadomość ma to do siebie, że psuje te zabawy, które nie mają sensu dla jej rozwoju. Ale psuje je z kreatywnym uśmiechem i szuka innych, które warte są naszego czasu.

Zabawne jest to, że cała ta rozmowa z koleżanką zaczęła się od mojego poczucia pustki i potrzeby relacji z drugim człowiekiem, nie z Bogiem. Ale kiedy rozmawia się z człowiekiem i pomyśli o Bogu, to takie rozmowy są super, podnoszą na duchu i budują naszą z Nim relację.

Dzielę się tą rozmową i swoimi przemyśleniami nie z potrzeby ekshibicjonizmu, ale dlatego, że być może takie spojrzenie na BDSM pomoże niektórym oderwać się od nienasycenia, tak jak pomogło mi. A jak ktoś chce dalej szaleć to miłość cierpliwa jest i naprawdę nikogo nie ma zamiaru obrazić.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *