Kategorie
duchowość partnerstwo psychologia

Zazdrosna? Kto, ja?

Naprawdę? Nie, nie może być!

Byłam tak podekscytowana, że aż kręciło mi się w głowie. Szłam w dół po szerokich marmurowych schodach do piwnicznej biblioteki w aszramie, a tam, przy swoim biurku, pogrążony w pracy, siedział Babaji. 

Wcześniej zaprosił mnie do Indii, abym przez dwa tygodnie pracowała z nim nad projektem dotyczącym Psychologii Wedyjskiej. Wszystko zorganizowaliśmy drogą mailową. Po dosyć krótkiej wymianie wiadomości, siedziałam już w samolocie do Indii. 

Babaji ostrzegał mnie przed okrutnym, lipcowym upałem, i radził, abym wstrzymała się z przyjazdem do chłodniejszego miesiąca, ale nie przejęłam się tym wcale. Byłam tak bardzo zaabsorbowana perspektywą uczenia się od niego, że nie przeszkadzał mi nawet pot, który kapał mi z pleców, robiąc sobie żarty z branych przeze mnie pryszniców. Tak oto, rozpływająca się z gorąca i na granicy udaru cieplnego, znalazłam się w parnej piwnicy aszramu Jiva w miejscowości Vrindavan w Indiach. 

Babaji siedział sobie spokojnie i pisał. Gdy ujrzałam go po raz pierwszy, nie mogłam uwierzyć własnym oczom. Był zupełnie spokojny i praktycznie się nie pocił. Co więcej, zachowywał się tak, jak gdyby dzień był chłodny i owiewała go przyjemna morska bryza. 

Zbliżając się, usiłowałam (pomimo upału) zachować zimną krew. Nie chciałam, żeby widział, jak bardzo dokucza mi skwar. Otarłam pot z czoła i poczułam się bardzo onieśmielona. Widziałam w nim bowiem postać wspaniałą, pełną miłości i mądrości. 

Przyszłam na umówione spotkanie punktualnie o piętnastej, a mimo to wstydziłam się zagaić rozmowę. Babaji był tak pochłonięty pracą, że nawet na mnie nie spojrzał, a ja bałam się rozproszyć jego skupienie. Stałam tam chyba z dziesięć minut, bijąc się z myślami: czy powinnam mu przerwać? Może pomyliła mi się godzina? A może zapomniał o naszym spotkaniu? A może powinnam sobie pójść? Pewnie nie zauważył, że tu byłam

W końcu wymyśliłam rozwiązanie. Zapytam go, czy mogę usiąść przy jednym ze stołów, a kiedy będzie gotowy, to na pewno sam zaprosi mnie do wspólnej pracy.

– Babaji, czy mogę usiąść przy tym stole? – wydukałam nieśmiało.

Kiedy uniósł wzrok zawstydziłam się jeszcze bardziej. Pomyślałam, że na pewno uznał, że mu się narzucam i przeszkadzam w pracy tymi swoimi głupimi  pytaniami. Ku mojemu zaskoczeniu, nie spojrzał na mnie, lecz na coś za moimi plecami.

– Na co on patrzy? – zdziwiłam się. Piwnica była przecież kompletnie pusta.

Tymczasem Babaji uśmiechnął się szeroko do pewnej osoby w głębi pomieszczenia, której wcześniej nie dostrzegłam. Dodatkowo wyglądał tak, jakby zaraz miał się roześmiać. Wtedy, wciąż wpatrzony w tego kogoś za mną, radośnie wypowiedział coś, co jak się potem miało okazać było jego hasłem rozpoznawczym.

– Nie wiem, musisz się jej spytać.

Odwróciłam się i, zaskoczona, ujrzałam śliczną blondynkę pracującą na komputerze przy jednym ze stołów. Musiałam jej nie zauważyć, gdy wchodziłam, opętana moimi nerwowymi rozmyślaniami o tym czy podejść do Babajiego czy uciec. Blond piękność spojrzała na niego i odwzajemniła mu uśmiech. Zaczęli się śmiać jakby z jakiegoś tylko dla nich zrozumiałego żartu. Natychmiast poczułam się wykluczona, niechciana, a zaraz potem wściekła.

– Jasne – powiedziała krótko blondynka i pochyliła się znów nad ekranem.  Zrazu wydała mi się zimna i obojętna. Zresztą, Babaji też!

Mimo to, grzecznie usiadłam i zaczęłam cichutko przeglądać notatki, żeby przygotować się na rozmowę z Babajim. Starałam się zachowywać spokój, ale w środku gotowałam się z irytacji. Kim jest ta dziewczyna, którą muszę prosić o pozwolenie, żeby usiąść przy stole? Przejechałam taki kawał drogi z USA żeby spotkać się z Babajim, a teraz on mnie ignoruje, a ta królewna podejmuje za niego decyzje? Czy ona nie wie kim ja jestem?

Próbowałam zatrzymać natłok myśli, lecz nie bardzo mi to wychodziło. Byłam wściekła na dziewczynę, która miała nade mną władzę. W piwnicy stało co najmniej dziesięć stołów i żaden nie był zajęty. Dlaczego w takim razie wolno jej decydować o moim losie?  I dlaczego Babaji uśmiechał się do niej tak radośnie, a mnie nawet nie zauważył? Myślałam, że się ucieszy na mój widok, a on nie przywitał się ze mną tak serdecznie, jak tego oczekiwałam. Co tu się właściwie dzieje? Co to za dziwna sytuacja? Czy coś mi umknęło?

Mijały minuty, a ja wcale nie byłam spokojniejsza. Wręcz przeciwnie, z każdą chwilą złość kipiała we mnie jeszcze bardziej. Nie mogłam już wytrzymać, a do tego byłam zlana potem w tej gorącej piwnicy. Miałam ochotę walnąć tę blondynę w twarz.

To nie jest fair! Dlaczego tak nonszalancko i chłodno pozwoliła mi tu zostać? Nic z tego nie rozumiem!

Gorące łzy spłynęły mi po policzkach. Nie miałem pojęcia, co zrobić, więc uciekłam. Pobiegłam po schodach w górę, by jak najszybciej znaleźć się w pokoju. Wreszcie wpadłam do niego jak rozszalały słoń.

Wiatrak przy suficie kręcił się zaciekle, i choć mnie nie schłodził, to przynajmniej rozwiewał gorące powietrze dookoła. Zaczęłam się zastanawiać, czy w ogóle powinnam była przyjeżdżać do Indii.

No bo kim ja właściwie jestem? Chyba krzesłem, z którym nikt nie chce się nawet zapoznać ani porozmawiać. Kimś, kogo nikt nie chce zaprosić do swojego życia! Czułam, że jestem w potrzasku – zagubiona, odrzucona i smutna.

Postanowiłam zrobić to, co robię zawsze, gdy nie wiem, co począć: pisać. Wyciągnęłam swój nowiutki dziennik, z nadzieją, że dotrę do źródła tego, co się ze mną dzieje. Zorientowałam się, po silnej reakcji emocjonalnej, że coś jest nie tak.

Zaczęłam przelewać swoje uczucia na zwilgotniałe kartki dziennika. Po jakimś czasie uświadomiłam sobie, kogo ta blondynka mi przypomina. Moją młodszą siostrę.

Moja młodsza siostra była ulubienicą naszego ojca. Mimo, że byłam od niej starsza i starałam się być tym, kogo by uwielbiał, on faworyzował ją. W odróżnieniu od niej nie byłam sportsmenką. Ojciec był szczęśliwy, że mogą razem biegać i grać w kosza, chodzić na wyprawy, albo po prostu się wydurniać. Na dodatek moja siostra miała umysł ścisły i w mig rozumiała wszystkie zagadnienia z matematyki i fizyki. Ojciec był z niej bardzo dumny.

A ja? Ja byłam pisarką i to w dodatku tą od uczuć. Tata zupełnie się z tym nie utożsamiał. Bardzo raniło mnie to, że nie sprawiało mu frajdy bycie ze mną, ani to, jaka jestem. Wszystko to sprawiało, że stałam się dla siostry wredna, co tylko pogarszało sytuację. Ojciec mówił do mnie wtedy: „Twoja siostra jest taką miłą osobą! Dlaczego ty musisz być taką zołzą?!”. Strasznie mnie to bolało.

Tata i siostra niezaprzeczalnie nadawali na tych samych falach. Wszyscy oprócz mnie uważali, że to coś pięknego i godnego podziwu, a ja czułam się wykluczona, niewarta miłości ojca, nieważna, samotna i smutna, jak totalna niedojda. Nienawidziłam siostry za tę specjalną więź, którą miała z tatą. Naprawdę strasznie jej nienawidziłam!

Gdy byłyśmy dziećmi wykorzystywałam każdą nadarzającą się okazję, żeby spróbować wykluczyć ją ze swoich grupek znajomych w szkole. Chciałam żeby poczuła to, co ja, gdy ona i tata są razem. Byłam dla niej podła.

Ukradła mi mojego tatę i byłam z tego powodu strasznie zła. Wtedy tego nie wiedziałam. Odkryłam prawdę dopiero teraz, jako dorosła kobieta, dzięki Babajiemu, który właśnie dał mi kolejną lekcję o zazdrości.

Oczywiście Babaji nie nauczył tego wprost, czyli mówiąc mi, co to jest zazdrość. O nie, to by było zbyt proste! Babaji stworzył okoliczności dla mojej zazdrości, zaczekał aż we mnie wezbrała, a potem dał mi czas żebym to w sobie przepracowała. Czekał aż przyjdę do niego i opowiem czego się o sobie dowiedziałam. Dopiero wtedy zaczął mnie uczyć o naturze ludzkiego umysłu i mojego problemu. Chwała Babajiemu, prawdziwemu mistrzowi sztuki nauczania!

Tak właśnie, po kilku godzinach wnikliwej introspekcji, odkryłam, że jestem zazdrosna o tę blondynkę z piwnicy. Chciałam mieć taką relację z Babajim, jak ona. Rozumiecie, to taki rodzaj znajomości kiedy dwoje ludzi czuje się ze sobą na tyle swobodnie, że nawet nie muszą się odzywać. Chciałam śmiać się razem z nim tak jak ona. Chciałam być tą, która tam siedzi i decyduje o tym, kto może wejść, usiąść z nami i dołączyć do naszego kręgu, a komu nie wolno.

Pragnęłam też być taka piękna jak ona. Była wysoka i szczupła i co najmniej dziesięć lat młodsza. Miała naturalny wdzięk i urodę, której ja nie posiadam (tak uważałam). Przypominała mi moją młodszą, wysoką, szczupłą, uwielbianą przez ojca siostrę. Siostrę, która spędzała niezliczone dnie i noce na wspólnych wyjściach z tatą, podczas gdy ja zostawałam w domu, odrzucona, nie dość dobra i wściekła na siostrę za to, że ukradła mi miłość taty.

Wszystko zaczęło łączyć się w całość. Powoli docierał do mnie, że dziewczyna z piwnicy to nie moja siostra, a Babaji to nie mój ojciec, a ja nie jestem małą dziewczynką, która musi rywalizować o miłość taty. Byłam czterdziestodwuletnią psychoterapeutką, którą Babaji zaprosił do współpracy. Babaji chciał, żebym tu była. Blondynka nie jest moim wrogiem.

Nie znałam jej historii, ale na pewno to, że wymienili uśmiechy, albo to, że zapytał jej czy mogę tam usiąść nie oznaczało, że usiłowała ukraść mi Babajiego. Wreszcie widziałam sprawy jasno.

*

Następnego ranka, znowu szłam po długich stromych schodach. Nadszedł czas na podejście numer dwa. Zarówno blondynka jak i Babaji siedzieli tak samo jak poprzedniego dnia, ale tym razem mnie to nie dotknęło. Z nowo odkrytą pewnością siebie stanęłam i zapytałam Babajiego, czy zechciałby teraz przedyskutować projekt Psychologii Wedyjskiej. Spojrzał na mnie znad swoich papierów i zapytał:

– Gdzie poszłaś wczoraj? Czekałam na ciebie, a ty zniknęłaś.

Zastanawiałam się, czy powinnam się przyznać do mojej zazdrości. Może lepiej wymyślić jakąś bujdę, na przykład, że byłam bardzo zmęczona po locie i poszłam się położyć? W końcu doszłam do wniosku, że muszę powiedzieć jak było, bo jeśli nie będę mówić prawdy, to jak mam się od niego uczyć? Otworzyłam mój dziennik i podałam mu go. Była tam rozrysowana wczoraj przeze mnie analiza tego, co się wydarzyło. Wyjaśniłam Babajiemu, że poczułam, że muszę wyjść, bo sytuacja z blondynką uruchomiła we mnie bardzo silne uczucia. Babaji wyglądał na zaciekawionego.

– O, naprawdę? A jakie to były uczucia? – zapytał wesoło.

Wyjawiłam mu, że blondynka przypomniała mi moją siostrę, której w dzieciństwie nie cierpiałam. Że ukradła mi miłość i uwagę ojca i że bardzo z tego powodu cierpiałam. Potem przyznałam się, że poczułam nienawiść w stosunku do tej blondynki i że miałam nawet ochotę przyłożyć jej w twarz. Chciałam ją dosłownie „zdemolować”. Babaji, zupełnie spokojny, odrzekł:

– I wszystko to z zazdrości.
– Tak – przyznałam, zwieszając głowę zawstydzona.

Babaji odpowiedział z entuzjazmem:

– To bardzo dobrze, że umiesz dostrzec swoją zazdrość. Większość ludzi tego nie potrafi. Nie chcą przyznać, że czują tego typu emocje. Przychodzą do mnie i proszą, żebym im powiedział jaki mają problem, ale nikt z nich nie chce słyszeć, że jest zazdrosny. Nie wierzą mi. Jeżeli ktoś jest szczery, to wejrzy w swoje serce i znajdzie tam zazdrość. Każdy ma jej tam przynajmniej trochę. Każdy!

Nie ma nikogo, kto by był od niej wolny. Jednak z regułu ludzie nie zdają sobie z tego sprawy, bo zazdrość bywa bardzo subtelnym uczuciem. Bywa też uczuciem bardzo destrukcyjnym, bo jest to coś, co pojawia się w wyniku pragnienia posiadania czegoś lub kogoś. U ciebie wyrażało się to jako: to mój ojciec, nie twój. Gdzie indziej jako: mój mąż, mój przyjaciel, mój guru. Ktoś powie, nie jesteś lepszy ode mnie. Nie wolno ci wejść pomiędzy mnie i obiekt moich uczuć. Jeżeli to zrobisz, zniszczę cię.

Nie lubimy się przyznawać, że tak właśnie myślimy, ale taka jest prawda. W twoim przypadku ojciec był twój, a siostra przyszła i ci go ukradła, prawda? I za to jej nienawidziłaś. Myślałaś, że gdyby pewnego dnia po prostu zniknęła, byłabyś szczęśliwa i miałabyś całą miłość ojca tylko dla siebie. Gdy stajemy się dorośli to myślenie wcale się nie zmienia. Wciąż mamy w sobie uczucie zazdrości. Zazdrościmy ludziom, którzy mają jakąś rzecz, pozycję, albo związek, którego chcemy dla siebie i wydaje nam się, że się nam należy.

Powoli podniosłam głowę i spojrzałam na Babajiego.

– Jakie są objawy zazdrości? – zapytałam go z ogromnym zaciekawieniem.
– Ludzie zazdrośni nigdy nie powiedzą ci komplementu, nawet jeśli świetnie sobie z czymś radzisz. Nie wspierają cię. Zdarza się nawet, że sabotują cię w bardzo subtelny sposób. Czasami latami możesz się nie zorientować, bo kiedy cię spotykają, są bardzo mili, czasem wręcz wylewni, a tak naprawdę chcą cię zgnieść jak robaka.

Nie mogą wytrzymać z tym, że odniosłaś sukces. Nigdy by się do tego nie przyznali, ale uszczęśliwiłoby ich, gdyby powinęła ci się noga i straciłabyś pozycję, związek lub rzeczy, które posiadasz. Jest to zagadnienie, o którym najtrudniej mi nauczać. A to dlatego, że każdy kto mnie słucha zaczyna myśleć o znajomych, którzy się w taki sposób zachowują. Nigdy nie patrzą w lustro, żeby przyjrzeć się zazdrości w nich samych. I teraz też nie mówię o innych. Mówię o tobie! To ty masz ten problem!

– Wow – zatkało mnie na chwilę. – Mocne. Masz rację. Kiedy opisywałeś objawy zazdrości, rzeczywiście zaczęłam myśleć o ludziach, którzy mnie nie wspierali, sabotowali moje związki albo sukces zawodowy, zamiast o tym, jak sama to robiłam. Niewiarygodne jak działa nasz umysł, skupiamy się na zazdrości innych zamiast na swojej – odpowiedziałam.

Babaji uśmiechnął się i dodał:

– Cieszę się, że zaobserwowałaś zazdrość w swoim sercu i że bierzesz za nią odpowiedzialność. Usiłuję nauczać o zazdrości przez ostatnie ćwierć wieku i jesteś pierwszą osobą, która przyszła i przyznała się do tego, że jest zazdrosna. Nikt tak wcześniej nie zrobił, naprawdę! Jesteś niespotykaną i odważną osobą, która w otwarty i szczery sposób odsłoniła się przede mną ze swoją zazdrością. Jestem pod wielkim wrażeniem. Nasza współpraca nad psychologią wedyjską może się wkrótce rozpocząć, ale najpierw musisz pozbyć się z serca zazdrości. 

Zacznij myśleć, że ludzie, którzy są blisko mnie, to osoby, które sam wybrałem do pomocy i bardzo im ufam. Musisz szanować moje decyzje oraz ludzi, którzy mi służą. Po prostu pamiętaj, że kiedy ich nienawidzisz, to tak, jakbyś pośrednio nienawidziła mnie. Oni są moim przedłużeniem. Gdy ranisz ich, ranisz i mnie. Lepiej, żebyś zastanowiła się jak wspierać ich w pracy, ponieważ kiedy będziesz im naprawdę życzliwa i będziesz dawać im wsparcie, to tak jakbyś mnie wspierała.

Traktuj ich tak, jak traktujesz mnie. Myśl o tym, jak możesz im pomóc. To jest w zasadzie wszystko, o co proszę moich uczniów. Chciałbym żeby żyli ze sobą w harmonii. I nie oznacza to, że mają wskazywać palcem tego, który ma ze sobą jakiś problem i burzy harmonię innym. Oznacza to, że uczymy się jak mieć zdrowe relacje poprzez zmienianie samych siebie, naszego postrzegania i postawy. Nie innych.

O rany, pomyślałam sobie, ależ to byłby świat, gdybym potrafiła myśleć w ten sposób. Współpraca zamiast rywalizacji, harmonia zamiast złośliwości, radość zamiast zazdrości. Wykluczenie zostałoby zastąpione włączeniem, promowanie wyparłoby demotywowanie, a zamiast nienawiści byłaby miłość.

Oczy wypełniły mi się łzami, ale tym razem z innego powodu, niż kiedy zeszłam do piwnicznej biblioteki po raz pierwszy. Słowa Babajiego poruszyły i wzruszyły mnie do głębi i zainspirowały do zmiany samej siebie.

Źródło: https://www.jessicarichmondtherapist.com/post/jealous-who-me-really-babaji-no-it-can-t-possibly-be
Przekład: Anna Zawadzka

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *