Kategorie
pisanie psychologia

Pisanie o sobie – po co to komu?

Zadajmy sobie dziś pytanie, czy pisanie introspektywne jest dla nas. Zobaczmy też jakie ma cele i jaką proponuje metodę oraz jaka jest pomiędzy nimi relacja.

Po pierwsze cel

Pierwszym celem pisania introspektywnego jest rozpoznawanie związku pomiędzy naszymi doświadczeniami, oczekiwaniami, a odczuciami.

Doświadczenia to coś, co już mamy. Tworzą one tło dla interpretacji kolejnych wrażeń, które odbieramy zmysłami. Przykładowo, ktoś coś mówi, na przykład, Hello!, i na bazie naszych przeszłych doświadczeń odbierzemy ten sygnał na różne sposoby. Być może wcześniej ta osoba witała się z nami inaczej, radośniej, szczerzej – tego typu interpretację nadamy na bazie reakcji, jaką wzbudzi w nas jej powitanie.

Gdyby przed tym Hello!, ktoś spytał nas, Jakie są twoje oczekiwania względem powitań tej osoby?, prawdopodobnie powiedzielibyśmy, Że co? Nie mam żadnych. Jednak kiedy sytuacja ma miejsce, możemy zareagować tak, jakbyśmy oczekiwali innego powitania, Zawsze mówiłeś do mnie “Cześć”, teraz mówisz “Hello”, musiało się coś między nami zmienić, czuję to.

Ostatni punkt, czyli odczucia, to właśnie nasza spontaniczna reakcja na bodziec, którym jest przywitanie. Możemy poczuć przyspieszony puls, zacisk w gardle, rozluźnienie, radość, cokolwiek. Na ich podstawie możemy dokonać nadinterpretacji, to znaczy pomyśleć, Zacisk w gardle mam zawsze wtedy, gdy mam do czynienia z nieszczerością, w takim razie to “Hello” musiało być nieszczere.

To co istotne, to że z taką interpretacją nie ma żadnego problemu. Możemy ufać swoim emocjom bezgranicznie i rozpoznawać swoje odczucia i nasze interpretacje jako niezawodne, powołując się na intuicję i doświadczenie. Nikt nam tego nie zabroni, ani nas do tego nie zmusi. Pytanie tylko, czy jest to dla nas korzystne, tzn. czy czujemy dzięki temu spokój czy raczej wybija nas to ze spokoju lub podsyca nasz niepokój.

Reasumując, celem pisania introspektywnego jest artykułowanie doświadczeń, oczekiwań i odczuć, za pomocą technik powiązanych z reakcją, które wzbudza w nas bodziec – najczęściej, gdy reakcja ta jest czymś dla nas niekorzystnym. Efektem takiej artykulacji jest przynajmniej częściowa świadomość ich powiązań.

Po drugie metoda

Introspekcję można przeprowadzić krok po kroku. Nie musi to być wolna amerykanka, choć może taką być. Jednak na początku, gdy dopiero zaczynamy odkrywać w sobie powiązania określone w celach pisania introspektywnego, warto iść po sznurku do kłębka. Oto kroki:

  1. Decyzja o rozpoczęciu introspekcji
  2. Zapisywanie myśli
  3. Obserwowanie swoich reakcji (korzystanie z koła emocji)
  4. Rozpoznanie emocji, z którą najtrudniej nam sobie poradzić
  5. Wybranie tematu introspekcji (wydarzenie i emocja)
  6. Skorzystanie z techniki pisania introspektywnego
  7. Obserwowanie tego, jak zapisywanie myśli wpływa na ciało 
  8. Przerwa na oddech, zastanowienie i położenie dłoni na brzuchu
  9. Zapisanie tego, że kończy się introspekcję
  10. Zaplanowanie kolejnej introspekcji

Przyjrzyjmy się każdemu z nich.

Introspekcja zaczyna się od decyzji o rozpoczęciu introspekcji. Być może brzmi to banalnie, ale to na tym kroku “wywala” się najwięcej osób. Ktoś chętnie powie, że czymś się martwi, że coś go dręczy, że jest mu źle albo nawet postawi sobie diagnozę, że ma depresję i jeśli z nim porozmawiać, być może podzieli się historią swojego cierpienia. Może nawet być u progu zmiany, szukając sposobu na to, aby poprawić swoją sytuację. Niestety, najczęściej, gdy już ma coś zrobić ku rzeczonej poprawie, pojawia się złość, niechęć i obwinianie innych, natomiast spoglądanie wewnętrz siebie schodzi na drugi plan. Dlatego trzeba przekroczyć te dość dziecinne reakcje, by przejść w introspekcji dalej.

Drugim krokiem jest zapisywanie myśli. Mają one zwyczaj kłębić się w tak zwanej głowie, ale zlokalizowanie skąd pochodzą, gdzie mają swój początek a w czym znikają jest dość trudne. O ile lokalizację bólu palca określić jest łatwo, myśli są dość nieuchwytne. Ktoś powie, że są w mózgu, że to wyładowania elektryczne, ale nie mając przy sobie instrumentów pomiarowych ta informacja nie wiele nam daje – czy mielibyśmy zmienić mózg? To nie takie proste. Można jednak myśli zapisać – niektórzy widzą je łatwo jako wyobrażenia słów czy jako słyszalny głos. W tym kroku wystarczy po prostu przenieść to na papier, a potem odczytać – dzięki temu możemy dowiedzieć się, co nas gryzie.

Krokiem trzecim jest obserwowanie swoich reakcji na to, co piszemy. Z reguły efektem poprzedniego kroku jest retrospekcja, czyli zapis tego, czego doświadczyliśmy w przeszłości bliskiej bądź dalekiej. Mając na uwadze, że zapisujemy to, ponieważ nasza spontaniczna reakcja nie była dla nas korzystna, uruchamiają się w nas emocje. Chodzi o to, by je nazwać. Jeśli jest to trudne, warto wesprzeć się kołem emocji.

Czwarty krok to rozpoznanie emocji, z którą najtrudniej nam sobie poradzić. Ta sama sytuacja może w nas wzbudzić gniew i smutek. Są ludzie, którzy gorzej radzą sobie z gniewem – na przykład po raz kolejny psują twardy dysk w laptopie, waląc w niego pięścią, albo rzucając pomidorem w ścianę, którą potem muszą wycierać. W każdym razie ponoszą jakiś koszt swojej reakcji, a woleli by go nie ponosić. Podobnie inni mogą reagować smutkiem i na przykład zażerać łzy ciastem lub wydawać duże pieniądze na zakupy, aby złagodzić swoje nerwy. Tutaj trzeba wybrać jedną emocję, która nas zniewala lub daje odczuć dyskomfort.

Krok piąty to wybranie tematu introspekcji, na który składają się wydarzenie i emocja. Wynikiem tego kroku jest przykładowo: Słowo, które użył, wywołało we mnie obrzydzenie; To, że mi nie pomógł, wywołało we mnie złość; Jej zdrada wywołała moją rozpacz. Znowu, krok ten wydaje się banalny, ale to w nim bierzemy odpowiedzialność za nasz stan emocjonalny. Porzucamy tutaj zdanie typu, Zdenerwował mnie swoją odzywką; To co powiedziała, było po prostu obrzydliwe; Zdrada jest czymś niedopuszczalnym. Odcinamy tutaj sznurki, które bywa, że przywiązujemy do innych, aby móc przenieść na nich swoją odpowiedzialność za to, jak się czujemy.

Krok szósty to wybranie techniki pisania introspektywnego. Polega na tym, aby dopasować zidentyfikowaną wcześniej emocję do jednej z technik pisania.

Siódmy krok to obserwowanie tego, jak zapisywanie myśli wpływa na nasze ciało. Pisanie introspektywne może wydawać się sztuką bardzo werbalną. Jest to mylne pojęcie. Podobnie, jak gdy czytamy dobrą sztukę, czujemy emocje, a emocje postaci, z którą się utożsamiamy czujemy najmocniej. Pisząc o sobie, naturalnie jesteśmy bohaterami swojej opowieści i łatwo jest się nam utożsamić z tym, co piszemy. Bywa, że nie mamy komu powiedzieć wszystkiego, co byśmy chcieli (albo nie chcemy tego robić z różnych powodów), wtedy jedną z możliwości jest przelanie tego na papier. Tutaj lubię posługiwać się analogią do oddawania moczu – gdy myśli napierają na umysł to tak, jak gdy napięte mamy ścianki pęcherza. Każdy doskonale wie, jaka to ulga się tego napięcia pozbyć. Jednak gdy mamy przykładowo zapalenie dróg moczowych, może to również boleć. Tutaj obserwujemy jak reaguje nasze ciało, przykładowo: drżeniem, nerwowy śmiechem, płaczem, zaciskaniem zębów czy pięści, etc.

Krok ósmy to przerwa na oddech, zastanowienie i położenie dłoni na brzuchu. Ze wzbudzonym umysłem należy postępować ostrożnie, czule i powoli. Wtedy się uspokaja i jest w stanie dopuścić się refleksji. Gdy już czuje się dobrze, wtedy możemy robić, co uważamy za stosowne. Aby dać umysłowi spokój, najlepiej działać przez ciało. W technikach pisania również są opisane techniki oddychania, które działają na nas kojąco. Wtedy, po przeprowadzeniu już siedmiu poprzednich kroków, dajemy sobie chwilę na zastanowienie. Dobrze jest to zrobić z dłońmi na brzuchu i go rozmasować, aby połączyć się ze sobą również poprzez dotyk.

Przedostatni krok polega to zapisanie tego, że kończy się introspekcję. Chodzi w nim o to, aby nie być ciągle w tak zwanym trybie człowieka introspektywnego, zamyślonego na swój temat i rozkładającym swoje wnętrze na coraz mniejsze części. Podstawą sukcesu w pisaniu introspektywnym jest również jego higiena. Przeprowadzenie sesji wglądu trzeba umieć zakończyć i wrócić do życia.

Ostatnią rzeczą jest zaplanowanie kolejnej introspekcji. Jeśli okaże się, że przy następnym spotkaniu z kartką nie mamy o czym pisać, bo jedyne co czujemy, to spokój, warto jest przeczytać sobie poprzednie zapiski. Jeśli jednak coraz częściej czujemy spokój i zaczynamy śmiało przyznawać, że po prostu żyjemy autentycznie i korzystnie dla siebie i otoczenia (oczywiście z zachowaniem marginesu błędu), to możemy pisanie introspektywne porzucić – spełniło swoje zadanie jako narzędzie do częściowego samowglądu.

Relacja celu i metody

Rozpoznawanie związku pomiędzy doświadczeniami, oczekiwaniami a odczuciami realizowane jest w pisaniu introspektywnym w następujący sposób:

1. Pisanie zatrzymuje ciało i poprawia artykulację myśli. Gdyby obrabiać introspekcję jedynie w głowie, rzeźba naszych zdań mogłaby wyglądać nieco chaotycznie. Zgrabne myślenie również wymaga wprawy, a pisanie pomaga w jej zdobyciu. 

2. Pisanie introspektywne rozwija umiejętność rozpoznawania emocji. Wystarczy zrobić to kilka razy, aby mieć później łatwość w wyłapywaniu emocjonalnych reakcji i rozumienia, skąd mogą pochodzić.

3. Pisanie o sobie jest również krokiem pośrednim pomiędzy wewnętrznym chaosem a medytacją. Ktoś może nie potrafić się skupić w medytacji ani obserwować własnych myśli i czuć się niekomfortowo.

Wszystko to prowadzi do rozwijania umiejętności obserwacji siebie, a dzięki temu lepszego rozpoznawania związków pomiędzy zjawiskami, które mają miejsce w umyśle.

Czy pisanie introspektywne jest dla mnie?

Introspekcja jest czymś naturalnym. Robimy ją niemal codziennie, choćby w małym stopniu, zadając sobie pytania, jak się z tym czuję? Co to dla mnie znaczy? Czy chcę tego czy nie? Dzięki introspekcji zaczynamy się również interesować przyczynami własnych uciążliwości, pytając, czy naprawdę muszę to robić, skoro tak mnie to męczy? Jakie mam inne możliwości i co mnie blokuje przed zmianą?

Pisanie introspektywne jest jednak czymś, co wymaga czasu. O ile powyższe pytania zadajemy sobie w locie czy też na bierząco, o tyle przejście przez choćby jedną technikę pisania może zająć trzydzieści minut. Warto więc się zastanowić czy mam na to czas, tym bardziej, że na jednym przysiadzie może się nie skończyć.

Dla mnie sprawa wygląda następująco. Jeśli czuję, że żyję swoim życiem – co jest sprawą bardzo subiektywną – wtedy nie potrzebuję pisania introspektywnego, a introspekcja w tak zwanym locie występuje u mnie rzadko i rozwiązywana jest na pniu bądź w czasie rozmowy z kimś, kogo dotyczy jej temat. Proste. Jeśli coś się natomiast ciągnie jak przysłowiowe flaki z olejem, gdy coś mi ciąży, ale nie wiem jak to nazwać itd. wtedy skory jestem chwycić za długopis i sobie pomóc.

Z drugiej strony, może być tak, że nawet dużo pisząc i myśląc introspektywnie, nie będziemy w stanie rozpuścić tego, co nas od wewnątrz drażni. Wtedy warto wesprzeć się pomocą kogoś z zewnątrz – przyjaciela, nauczyciela, terapeuty, kołcza, mentora, kumpla z zespołu. Kogoś przed kim w naszym mniemaniu warto się otworzyć.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *